#PRZYPADEK 1

MIŁOŚĆ WYHODOWANA W TĘSKNOCIE
Dzisiaj usłyszałam taki tekst i zaczęłam się nad nim zastanawiać… Moja pierwsza reakcja… nie, Ja nigdy, to nie możliwe, po co jak nie ma kogoś obok. Ale niestety smutna prawda jest taka, że każdy z nas kiedyś poznał kogoś za kim potem tęsknił.

Tęsknota, to w ogóle strasznie kurewskie nasienie, nie wiem po co ona nam w ogóle. Pojawia się nagle, nie chce z nas „wyjść” burzy rytm dnia, tygodnia, miesiąca albo jeszcze więcej. Ciągle myślimy, zastanawiamy się. Wchodzi do łba i ni cholery nie chce stamtąd wyjść. A im więcej myślimy o tym, żeby nie tęsknić (bo po co), to tęsknimy jeszcze bardziej. Pieprzone perpetuum mobile. I tak oto zaczyna się koszmar tęsknoty prowadzący nas do zagłady lub całkowitego przebudzenia. Ale zanim to, zobaczcie co się z nami dzieje. Wspominamy, oglądamy zdjęcia, mówimy, opowiadamy co z kolei powoduje ze zaczynamy idealizować. Czekamy i tęsknimy, tęsknimy i czekamy za coraz większym ideałem. Stajemy się coraz bardziej romantyczne/ni, zaczynamy wyolbrzymiać pozytywy. No ale co z negatywami? Owszem pojawiają się i negatywy, ale już nie są takie straszne jakby się mogło to wydawać na początku, bo przecież nasza kreatywność jest w stanie znaleźć usprawiedliwienie dla absolutnie wszystkiego. Najgorsze co się może wydawać w tej sytuacji to branie winy na siebie, bo sprowokowałam/ em, bo przecież rzeczywiście nie miał/a czasu, bo praca, bo musiał/ a… bla bla bla… KURWA SERIO? Pomijam tu wyjątki, kiedy rzeczywiście ktoś coś odjebał i jego poczucie winy jest absolutnie realne i namacalne. Cała reszta – przymusowe leczenie! Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że po czasie dziwne uszy są extra, wielki nos uroczy, obgryzanie paznokci urocze…DRAMAT!!! Czy oby na pewno mając to na co dzień byłoby dalej urocze? nie sądzę… wkurwiałoby nas i doprowadzało do szewskiej pasji.

No ale jak już jesteśmy przy tym pięknym, idealnym, wspaniałym Adonisie lub Kleopatrze bez najmniejszej skazy za którym usychamy z tęsknoty nagle okazuje się, że jesteśmy zakochani. Hmmm, serio? zakochani? Ale czy to na pewno miłość? Czy tylko chęć posiadania bo nie mamy? Zawsze to co nie nasze jest fajniejsze. Ale po co nam coś co nie jest nasze? Po co kochać jak się nie jest kochanym? Nikt nie zna odpowiedzi na te pytania. Rozsadek mówi: nie idź w ta stronę to bez sensu, ale tęsknota kochaj, czekaj….cierp! I tak właśnie na własne życzenie fundujemy sobie męczennictwo. Kobiety wychowane na bajkach o księżniczkach i księciu na białym koniu, Roszpunka uwieziona w wieży czekała kilkanaście lat na księcia, kopciuszek zapieprzał i marzył o królewiczu. Tylko życie to nie bajka. Znajdźcie mi teraz takiego „księciunia” co pokona smoki i chaszcze z miłości. Znajdźcie mi taką kurewne, co poświęci wygodne życie w imię cudownej miłości.

No i jak już sobie tak tęsknimy i oczywiście tęsknimy zakochani po uszy w najcudowniejszym idealne na świecie (bo jesteśmy przekonani, że lepszego świat nie widział) i co dalej?

Przebudzenie – nagle przestajemy tęsknić a rozsadek i rzeczywistość biorą górę.

Zagłada – jak tęsknimy miesiącami albo nawet latami a życie przelatuje nam przez palce. Prędzej czy później to przebudzenie będzie, ale w jakim my wtedy będziemy stanie… masakra. Współczuje tym co się przebudzają po paru latach)

Objawienie – zjawia się nasz wyczekiwany ideał. I co? I sami nie wiemy co mamy z nim zrobić. (hahahah) paradoks sytuacji. Zjawia się on/ona a my rzygamy tęczą. Z czasem motyle umierają i się zastanawiamy: czemu tak późno, jak wynagrodzi nam miesiące cierpienia (bo tęsknoty inaczej nazwać nie umiem), no i oczywiście co z tymi naszymi wyimaginowanym wyobrażeniem…. a otóż to, że rzeczywistość jest inna a nasz mózg zrobił nam niezły kawał. Pytanie czy jesteśmy w stanie dźwignąć takie zderzenie ze ścianą.

Grafika by Beetle design

Close Menu