#PRZYPADEK 12

DLA DOBRA DZIECKA
Niby normalna rodzina: maż, żona, dziecko lub więcej. Każde pracuje, ma jakieś swoje pasje, patrzymy z boku i myślimy: idealna rodzina. Extra mieszkanie, fajna praca, super auto (nawet jeśli służbowe, to co?), kilka razy w roku wakacje za granicą i każdy z przyklejonym uśmiechem do twarzy. Pytacie: co u was? Odpowiadają spoko: nawet nie narzekają. A w domu koszmar! Czarna dziura, w która wpadają coraz głębiej. Obojętność, chłód, nicość.

Wegetacja, służbowe rozmowy, może czasem trochę śmiechu jak dzieci coś odwalą. Mechaniczne funkcjonowanie z dnia na dzień. Istny dramat, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Pytacie po co są razem, choć nic ich nie łączy poza dziećmi? Dla dzieci. Bo dzieci muszą mieć pełną rodzinę, bo tak trzeba, bo odpowiedzialność, bo to przejściowe. Ale to przejściowe trwa latami i się tylko pogarsza. Lata uciekają, dzieci coraz większe, oni coraz starsi…Można tak żyć? Ano można…. Tylko cały problem wyjdzie bokiem, jak dzieci zaczną dorastać i zauważać a potem pojawi się okres buntu.

Odkąd dowiadujemy się, że będziemy rodzicami (szczególnie przy pierwszym dziecku) czytamy miliony arytkułów, podręczników poradników: Jak być super rodzicem, jak wychować extra dziecko. Że dziecko powinno się czuć kochane, że rodzice są wzorem do naśladowania, że rodzice uczą dzieci emocji: i dobrych i złych. I gówno nam to daje. Bo jak się pojawia kryzys w związku, zachowujemy się jak zwierzęta: walka o przetrwanie. Oddzielnie, bo każdy walczy o siebie. Każde z nas staje się egoistom, nie potrafimy już obiektywnie ocenić sytuacji. A dzieci? hmmm… No właśnie, dzieci.
„Przecież się przy nich nie kłócimy, one w ogóle nie wiedzą co się dzieje, to jest tylko między nami”.
„Spędzamy z nimi dużo czasu, poświęcamy im dużo atencji”.
„Przecież dzieci mają wszystko”.
… no w ogóle EXTRA…

Dziecko, już od małego, wyczuwa emocje rodziców instynktownie. Nawet jak jesteśmy mega zdenerwowani, to żebyśmy nie wiadomo co robili, jak się starali, nie ukryjemy tego przed dziećmi. Nasze nastroje i nastroje panujące w domu udzielają się wszystkim. Próbowaliście kiedyś być smutni, kiedy rozsadza Was szczęście? No właśnie – nie da się. W drugą stronę tez to działa – niestety. Potem dzieci już nie są malutkie i zauważają co się dzieje. W większości, boją się pytać, bo czują się winne. Tak, czują się odpowiedzialne, bo całą winę biorą na siebie. I tu zaczyna się absolutna masakra, która fundujemy swoim dzieciom. Dom bez miłości, emocji, okazywania uczuć, przytulania, zaburza nasze dzieci. Potem taki nastolatek ma ogromne problemy z okazywaniem emocji. Albo zaczyna być mega agresywny albo zamknięty w sobie. Boi się powiedzieć o swoich uczuciach. Dziewczynki wyrastają na kobiety, które zbyt wiele nie oczekują od mężczyzny. Bo przecież tata w domu po prostu był. OK. Dla córek był extra, ale jak traktował mamę? Dla nich potem to norma. Chłopcy wyrastają na mało empatycznych, przecież sama obecność wystarczy a kobiety wcale nie trzeba traktować dobrze. Oni też nie zawsze chcą być dobrze traktowani.

Finał tego jest taki, że jako dorosłe osoby, skończą na kozetce. Bo albo pozwolą siebie traktować jak gówno, albo będą innych tak traktować. A my jako rodzice, po przeczytaniu osiemnastu milionów poradników, będziemy w szoku: Przecież miał normalny dom, nie wiem co się stało. Serio nie wiecie? Wy im pokazaliście taki wzorzec relacji damsko- męskiej.

A co z Wami? Dzieci dorosną, pójdą w świat a Wy zostaniecie w końcu sami, żeby się Cieszyć sobą i życiem. Każde zamknięte w swoim pokoju z lodówką i wanna podzieloną na pół hahah Powodzenia!

Grafika by Beetle design

Close Menu