#PRZYPADEK 17

(NIE)SAMOTNA MATKA
Nie wiem jak wy, ale ja nienawidzę tego określenia. To, że kobieta sama wychowuje dzieci, nie oznacza że jest samotna. Przecież, poza mężem czy ojcem naszych dzieci istnieje cała masa ludzi, którzy są przy Nas. Czasem nawet bliższych, niż kiedykolwiek był ex. To rodzina, przyjaciele, ale przede wszystkim dzieci.

To określenie jest bardzo mocno stygmatyzujące, dla mnie. W Naszym społeczeństwie samotna matka brzmi jak „ofiara losu” a większość z tych samotnych matek SAMA dokonała takiego wyboru. Dlaczego nikt nie mówi samotny ojciec? tylko ojciec sam wychowujący dzieci. Widzicie różnice? Bo ja ogromną. Jestem po rozwodzie, żyje, pracuje, funkcjonuje, ale czy to do cholery oznacza ze jestem sama? Samotna? Pewnie wielu osobom by ulżyło, gdyby kobiety same wychowujące dzieci biadoliły jakie to nie są nieszczęśliwe i samotne, jak im to nie jest zle, a w ogóle najlepiej, jakby exowie usłyszeli jak bardzo żałują, że już nie są razem. Która z Was chciałaby wrócić do ex? ręka w górę!!! No dobra, wierze, że są rozstanie, gdzie się jeszcze tęskni, kocha (świeża sprawa) albo po prostu zła decyzja i się żałuje. Ale z ręką na sercu, ile znacie takich przypadków? Nie każda decyzja jest w życiu najlepsza. Ale założę się ze większość wcale tego. Ile z Was po rozwodzie/ rozstaniu nabrało wiatru w żagle? Ile z Was „wzięło się za siebie”? Ile z Was zaczęło żyć a nie wegetować? No właśnie…

Kiedyś ktoś powiedział (w kontekście rozstania małżeństwa, które wegetuje jak roślinka z dnia na dzień, nic miedzy nimi juz dawno nie ma, poza dziećmi i kredytem we frankach) że „lepsze swoje gówno bo wiadomo jak śmierdzi”. To ja Wam powiem tak: ja wole jak mi nic nie śmierdzi 🙂 Wolę być wolna i niezależna, spotykać się i spędzać czas z ludźmi, którzy dają mi szczęście i radość w życiu, a nie z tymi, z którymi musze. 

Znam zdecydowanie więcej szczęśliwych singielek posiadających dzieci niż mężatek, które na Nas singielki patrzą z łezką w oku z myślą „mnie to juz nigdy to nie spotka” albo „ona to była odważna”. Nic bardziej mylnego. Pytanie czego oczekujesz od życia. Każdy ma to na co się odważy. Tylko szczęśliwe matki mogą dać dziecku szczęśliwe dzieciństwo. Bez frustracji i ciągłych awantur w domu.

No dobra, żeby nie było tak, że wszystko jest extra… NIe jest to najłatwiejsze, bo każdy wieczór jesteś z dziećmi sama, wyjście wieczorne logistyka: rodzice/ opiekunka/ przyjaciele rodzina/ tatuś. Ale czy te, co już to przeszły rozstanie i stanęły na nogi, jak spojrzą wstecz, serio miały takie turbo wsparcie od tatusiów, że tak bardzo odczują różnice? Ja jedyne co odczułam, to mniej prania, mniej prasowania, lżejsze zakupy i ZERO awantur. Dzieci idą spać a Ty masz luz. Cisze, spokój. Możesz robić co chcesz. A w sytuacji większych dzieci, które bez problemu zostaną same w domu – ELDORADO! 

Wokół mnie jest dużo kobiet samotnie wychowujących dzieci. I są one szczęśliwe. Oczywiście, że narzekają, bo kim byłaby kobieta bez jojczenia. Ale te, co maja mężów, partnerów po kilka kilkanaście lat, narzekają więcej. Zdecydowanie więcej. Bo poza dziećmi i rutyna narzekają jeszcze na samców 🙂 

I Panowie, proszę mi się tu nie unosić i nie fukać pod nosem bo bycie weekendowym tatusiem nie jest pomocą i odciążeniem matki od codzienności. Dostajecie dzieci z torbą czystych ciuchów a wracają z rumuńskim tobołkiem – brudów. A kulki/ kino/ rowery i trampoliny przez weekend to nie wychowanie, tylko hodowanie. Bardziej bym to nazwała – przypilnowaniem, żeby nie stała się krzywda i karmieniem stworzenia. Jednocześnie bije brawo i składam pokłony extra ojcom, których nie pochłonęło nowe życie i uczestniczą w życiu dzieci dość często i wspierają matki w codziennych problemach wychowawczych 🙂

Więc następnym razem, jak ktoś nazwie siebie lub kogoś „samotną matka” to bardzo proszę się osiemnaście razy zastanowić. Zastanowić nad tym, czym jest samotność i czy właśnie ta kobieta na pewno jest samotna, czy przypinamy jej łatkę jak odznakę w Zuchach.

Close Menu