# PRZYPADEK 2

NIGDY NIE MÓW NIGDY
O retyyyy! Ile razy każda z nas to mówiła? Zarzekała się i zapierała recamy i nogamy. I co? oczywiście, że dalej to robiła jak się tylko nadarzyła okazja. Ehh los bywa przewrotny i stawia nam ciągle nowe wyzwania. A najlepsze w tej sytuacji są porady „przyjaciółek”, które nigdy nie były w takiej sytuacji. Singielka radzi mężatce, bezdzietna matce, kobieta w pełnej szczęśliwej rodzinie samotnej matce…

No ale wróćmy do tego zarzekania się. Najbardziej kontrowersyjny jest temat zdrad. Ile razy jako dwudziestoparolatki mówiłyśmy, że nigdy romansu. Brzydziłyśmy się zdradzającymi ludźmi. Wtedy dla nas istniała miłość aż po grób. Każda nasza miłość miała być ostatnią, a potem przychodziły kolejne i kolejne. A te, co wychodziły za mąż już w ogóle były przekonane o miłości do grobowej deski. I co? Mija kilka, kilkanaście lat i nagle się okazuje, że „ta ma romans w pracy”, „ten zdradza żonę”, a ta wolna co ma romans z żonatym już w ogóle jest przez nas potępiana, prawie odprawiamy egzorcyzmy. A potem nagle zmieniamy pracę, wchodzimy do biura i „jeb”. Kolana nam się uginają, serce wyskakuje z klatki piersiowej a my przestajemy oddychać. Oczywiście po 30 sekundach walimy sobie w myślach deską w potylicę i mówimy same do siebie (może nawet i na głos) „No chyba mnie pojebało!!!”. Wracasz do domu, walczysz z myślami, wracasz do codzienności, ale zauważasz, że on też nie jest obojętny. I już trybiki działają inaczej. No i chodzisz do tej pracy walczysz ze sobą, poznajesz „demona” coraz bliżej. Okazuje się, że jest fajny, poznajesz coraz lepiej i jest coraz fajniejszy… i nagle przestajesz w ogóle nad tym panować. Oczywiście zaczyna się standardowo od wspólnego lunchu, potem kawa po pracy, potem niezobowiązujące wyjście do kina. Bo przecież on z żoną nie może, bo „mają kryzys”. My w to wszystko wierzymy, współczujemy, doradzamy i ubolewamy. I w ten sposób zbliżamy się do siebie coraz bardziej. Choć dupsko nam urywa, głowa tłumaczy, że to nie jest romans, żadna zdrada. Do czasu, aż lądujemy w łóżku. Ale nawet wtedy jesteśmy w stanie sobie wszystko wytłumaczyć alkoholem, chwilą zapomnienia i moje ulubione „to tylko ten jeden jedyny raz, nigdy więcej się nie powtórzy”. I choć mówimy to miliony razy w myślach i na głos, i mamy wyrzuty sumienia, same w to nie wierzymy bo CHCEMY WIĘCEJ!!!!! No i mamy romans drodzy Państwo. Przestaje nam przeszkadzać, że same jesteśmy w związku, a już w ogóle nam nie przeszkadza, że on ma żonę. Wszystkie bajeczki jaki to on biedny i niekochany łykamy jak młody pelikan i same też potrafimy świetnie ustawić się w roli odrzuconej, niekochanej i niedopieszczonej. I co dalej? Scenariusze są przeróżne. Ile ludzi, tyle zakończeń. Niestety ja znam mało takich, co kończy razem we dwoje. Z czasem zaczynają się oczekiwania, pretensje, narasta w nas frustracja. Nie każdy ma w sobie tyle odwagi, żeby postawić wszystko na jedną kartę. Znacie historie, które skończyły się happy endem? Ja może policzę na palcach jednaj ręki. Zazwyczaj wszystko wraca do czasu „sprzed romansu” i w cudowny sposób udajemy, że nic się nie stało.

Nagle po takich doświadczeniach zaczynamy inaczej patrzeć na temat zdrady. Stajemy się bardziej wyrozumiałe i elastyczne w tym temacie. Przecież każdemu może się to zdarzyć, nie? I tyle z naszego zarzekania się

Grafika by Beetle design

Close Menu