#PRZYPADEK 20

ZE SKRAJNOŚCI W SKRAJNOŚĆ
Miłość i jej okazywanie w związku ma różne oblicza. Ale jest z nią jak z religią… skrajne przypadki są nie do wytrzymania a fanatyzm dusi. Każdy z nas inaczej okazuje miłości i potrzebuje innych bodźców aby czuć się kochanym. Dla jednych okazywanie miłości to opieka i troska oraz dawania poczucia bezpieczeństwa inni potrzebują atencji, bliskości, dotyku i ciagłego przytulania. Najważniejsze żeby się uzupełniać i znaleźć złoty środek. Wszystko wymaga chęci, czasu i pracy. Początki zawsze są piękne, bo buzują w nas hormony i każdy lata na wysokości lamperii. Potem przychodzi szara rzeczywistość, codzienność.

Kryzys w związku powoduje, że zatrzymujemy się na chwile. Zaczynamy się przyglądać i analizować. Oczywiście najpierw widzimy co nas drażni w tej drugiej osobie, co ona „robi źle”. Potem zaczynamy zauważać swoje błędy a na końcu zaczynamy się zastanawiać, co tak na prawdę my potrzebujemy. Z biegiem czasu oraz stażu wszystko się zmienia. Wszystko na to wpływa: doświadczenie, nowi ludzie dookoła, nowa praca i etap w życiu. O ile zatrzymamy się w porę i jesteśmy w stanie rozmawiać o tym bez żalu i pretensji, nie oceniając zbyt pochopnie ani zbyt ostro, można nad sobą pracować i naprawiać relacje. Ale tego chcieć muszą obydwie strony. 

Wolnego ptaka nikt nie usidli. On sam musi chcieć „usiąść na dupie” i pogrzać się w domowym ognisku. Osoby wolne duchem muszą poczuć to, że chcą z kimś być. I tyle. Nic w tym nadzwyczajnego. I nie mowie tu o zdradach ale o poczuciu swobody i przestrzeni w związku. Ograniczenia w związku są najgorsze. A jak do tego wszystkiego dochodzi chorobliwa zazdrość i patrzenie na każdy ruch z ogromną podejrzliwością – ptak umiera. To taki syndrom zagłaskania misia na śmierć. Często kobiety to mają, zagłaskują swojego chłopa tak, że on ma wrażenie ze ona zaraz wyskoczy nie tylko z lodówki ale i z torby na laptopa podczas spotkania w pracy. „Gdzie jesteś?” „Za ile będziesz?” „Z kim jesteś?” „Co robisz?” Miliony pytań aby kontrolować każdy ruch partnera. Oczywiście z komunikatem „bo ja tu jestem i cała Twoja i nie mam prywatnego życia”. Jak tort podany na tacy z wisienką na górze. Finał jest taki, że bita śmietana się waży, wisienka pleśnieje. Jedno rozczarowane a ptak spieprza. I pomimo miłości, uczucia i chęci bycia zaczyna się ulewać.

Brak dopasowania i uważności na potrzeby drugiej osoby też nie najlepiej wpływa na nastroje w związku. Jeśli jedna osoba w związku ma duże potrzeby bliskości, przytulania i atencji, to bez tego zaczyna albo odlatywać emocjonalnie w jakieś „nic nie znaczące gówno” albo jej frustracje sięgają zenitu. Awantura o byle co, bo przecież nie przyznam się, że brakuje mi bliskości i przytulania. Gównoburza jest najlepszym dowodem na to, że w relacji dzieje się coś złego. Jest drugie dno. Ale my go nie szukamy, bo sfrustrowana osoba chcąca bliskości, robi awanturę o nic. Potem przeprasza i co robi??? Jest godzenie się, przytulanie…bliskość. Cel osiągnięty! Tylko nie w tym tkwi cała problematyka. A gdyby tak od początku komunikować – chce się przytulić. Fajnie by było, co? Najgorzej jak już awantury nie działają, nikt nie wyciąga ręki, nikt nie przytula…. W pewnym momencie to przestaje działać i druga strona nie chce załagadzać konfliktu. Nie chce już w ogóle żadnej bliskości, bo ma najzwyczajniej w świecie dość. Ucieka w spokój i chłód i obojętność. Często w drugiego człowieka.

Każdy chce się czuć kochany i zrozumiany w związku. Każdy chce aby jego potrzeby były zaspokajane. Łatwiej jest nam wtedy też wyjść ze swojej strefy komfortu i dawać tej drugiej osobie. Ale trzeba rozmawiać. A przez brak komunikacji wpadamy z totalnej euforii w nicość. I na bank nikomu z tym nie jest dobrze. Każde jest, co najmniej, lekko przeorane. Jeśli czujecie, że ktoś zabiera Wam Wasza przestrzeń, że coś jest za intensywne – powiecie o tym. Jeśli potrzebujecie czegoś więcej i macie deficyt – też mówcie. Jeśli jesteście dla kogoś ważni, to dla Was to zrobi i to z wielką przyjemnością. Bo dawanie komuś szczęścia jest extra. 

Close Menu