#PRZYPADEK 22

CZARY(kosz)MARY
Przychodzi taki moment, że nie jesteśmy ani źli ani wściekli. Jest smutek i rozczarowanie. Rozczarowanie ludźmi, światem i wszystkim co nas otacza. Takie, po prostu, mam kurła dość. Nagle zapominamy o uczuciach, empatii, zrozumieniu dla drugiej osoby. Po prostu się ulało. Ludzie są coraz bardziej rozczarowujący. Nie ważne czy dotyczy to przyjaciół czy innych relacji. Ktoś nas wpuszcza do swojego życia, uczestniczymy w nim i nagle wszystko co było budowane, często latami, ulega zniszczeniu. Zostaje nicość. Ale ta katastrofa jest w nas. Często druga strona nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo nam się ulało. Po prostu coś w nas pęka.

I zaczyna się walka dupy z rozumem. Ale niestety rozum wygrywa. Przychodzi taki moment, że rozsądek bierze górę. Każdy z nas ma jakieś swoje limity, granice. I o ile granica jest długo, bardzo mocno naciągana, w końcu pęka. Moja przyjaciółka od kilku lat powtarza, że „ludzie są obrzydliwi”. I coś w tym jest. Coraz więcej wśród nas egoistów, którzy są pozbawieni empatii. Coraz więcej gra, aby ugrać dla siebie, nie patrząc na konsekwencję. Przecież najłatwiej jest się wycofać i nie mówić nic. Zniknąć. Albo co gorsza, powiedzieć „sorry, ale nie dam rady”, „sorry, nie jestem gotowy”, „sorry, nie mam czasu (przez pół roku np. )”. Coraz więcej wśród nas ludzi, którzy są tak bardzo skupieni na swoich potrzebach, że bez względu na konsekwencje, biorą co chcą. Biorą co dla nich dobre na tu i teraz. A co potem? Nie ważne. Przecież nikt nikomu nie obiecuje dożywotności. Ani w przyjaźni, ani w związku. A co z odpowiedzialnością? Już w ogóle nie istnieje? Ja się nie godzę z obecnym światem. 

Wieloletnie przyjaźnie kończą się z dnia na dzień, bo przestajemy być potrzebni. Ktoś więcej daje, ktoś więcej bierze. Ale gdzie równowaga? Otóż często nie ma. Jesteśmy blisko, bo potrzebujemy wsparcia, towarzystwa, opieki. Kończy się potrzeba, kończy się przyjaźń. Czy to jest fair? Kurczę, może i tak. Bo przecież dawca w tej rekacji nie musiał dawać. Często nie oczekiwał nic w zamian i pewnie nigdy by nie oczekiwał. Ale na pewno nie spodziewał się, że zostanie spuszczony w kiblu. Ok, czasem po latach kończą się relacje, które zaczynaja męczyć. I nawet jak się kończą nagle, czujemy ulgę. Ale to wynika z jednostronności tej przyjaźni. O ile to w ogóle można nazwać przyjaźnią. Kiedy czujemy się umęczeni intensywnością kontaktu, problemów, narzekania drugiej osoby lub transformacji relacji. Tak na prawdę prawdziwa przyjaźń chyba nigdy się nie kończy. Nie musi być codziennego kontaktu. Ja mam np. takie dwie przyjaciółki, które już nie mieszkają w Polsce. Ale wiem, że gdybym miała dramat to mogę spakować walizkę i polecieć. Wiem, że jak potrzebuje pomocy, pogadania, zawsze znajdą czas na Skype – wysłuchają, doradzą, pocieszą, opierdzielą. I chyba na tym powinno to polegać. 

Związki kończą się, bo ktoś potrzebował tylko atencji i podbudowania ego. Ktoś wpuszcza nas do swojego świata, życia. Daje zielone światło, nadzieje. W zasadzie często robi wszystko, żeby w tej drugiej osobie obudziły się jakieś uczucia. Nagle znika, bo zaczęło być za poważnie. Ma w dupie twoje emocje, uczucia. Bo przecież się nikt nikomu nie oświadczał, nie? Obietnice bez pokrycia, plany bez realizacji. Nawijanie makaronu ma uszy żeby mieć coś tu i teraz. Bez żadnych konsekwencji. A jak ktoś się zakocha? Hmmm trudno, niech cierpi. Nikt go o to nie prosił, nie? Jakby można było nad tym zapanować. Nie da się kontrolować emocji, jeśli ktoś stwarza inkubatoryjne warunki do relacji, bliskości, miłości. Często jesteśmy w związku, którego w ogóle nie ma. Ale o tym wie tylko jedna strona. Nie można grać w otwarte karty? Można, ale wtedy jest ryzyko, że będziemy mieli mniej. Albo wcale. A to nie o to chodzi. A co z odpowiedzialnością za wzbudzanie w kimś uczuć? I tu was zaskoczę… nie ma. Jak słyszę teksty lasek, „jesssu no zakochał się to jego problem, i co ja mam z tym zrobić”. To nie jest tylko jego problem. To także Twój problem – przynajmniej powinien być.

Rozczarowanie ludźmi to chyba najczęstsze teraz uczucie w jakichkolwiek relacjach. Jesteśmy tak skupieni na byciu dobrym dla siebie, na myśleniu o swoich potrzebach, że nie słuchamy drugiej strony. Nawet jeśli słuchamy, to nie słyszymy. Ale po co czarować? Po co ta cała magia? Czy przejmujemy się w ogóle tym, że ktoś przez nas cierpi? że ktoś za nami tęskni? Chyba jednak niespecjalnie. Może jak ktoś nas porządnie zjebie, to chwile się zastanawiamy. Ale finalnie i tak myślimy o sobie, o tym co my zrobiliśmy, ze nikt nikogo o nic nie prosił. Usprawiedliwiamy się ile wlezie. A co zrobić, żeby zmniejszyć swoje wyrzuty sumienia? Otóż odcinamy się, zrywamy kontakt. Po co ma nam ktoś przypominać o tym, że jesteśmy nie idealni. Żeby przypadkiem nie pomyśleć o sobie, że jesteśmy źli. O zgrozo! W życiu nam to nie przejdzie przez gardło! W życiu się do tego nie przyznamy! My? Jak to? Przecież nam ze sobą jest extra. 

Nie chce generalizować. Ale niestety tak wyglada większość związków. Oczywiście są ludzie fair, ale to gatunek na wyginięciu. Z roku na rok coraz szerzej otwieram oczy obserwując to co się dzieje. Relacje międzyludzkie idą ku zagładzie. Nie ma w tym realności i prawdziwości. Każdy z nas ma coś za uszami, ale ile osób jest się w stanie do tego przyznać? Ile osobo jest w stanie wykrzesać odrobinę wysiłku, żeby coś naprawić? Niewiele. Niestety. Zatrzymajmy się wszyscy. Zróbmy rachunek sumienia. Może warto wrócić gdzieś tam wstecz i powiedzieć komuś przepraszam. Może warto wyjaśnić jakąś stara sprawę? 

Close Menu