#PRZYPADEK 23

NO MERCY
Pech chciał, że kilka dni z rzędu slyszałam rożne historie o rozwodach. Co, kto, komu, gdzie i jak. Ale jak dostałam wczoraj wiadomość, od znajomego, na temat jego rozwodu, to przysięgam, że krew mnie zalała. Ja już czasami sama się gubię, czy ludzie są tak naiwni czy tak głupi. Bo to, że część jest bezwzględna, to już wiem od dawna. Ale czy na prawdę osoba, która była w małżeństwie ciągle poniżana, zdradzana, myśli, że ta druga się nagle zmieni? No przecież to absurd. Ile słyszymy historii o rozwodach dookoła? Wojny w domu latami. Syf taki, że już nikt tego nie posprząta. I nagle olśnienie, objawienie. Rozstają się, jedno się wyprowadza. Nastała wiekopomna chwila. Cisza i spokój. Nagle zaczynają się dogadywać. Ba! Często zachowują się jak przyjaciele. Nic bardziej mylnego! Nie ma jak to uśpić czujność ofiary przed atakiem. 

No chłop się rozwodzi, Pani poszła do innego. Dzieci pół na pół. On zostaje w mieszkaniu, bo jego – intercyza. Pani idzie mieszkać do nowego Pana. Składają, niemalże wspólnie, pozew rozwodowy o treści „niezgodność charakterów”, bez orzekania o winie, oczywiście. Czekają na rozprawę. Zaczyna się życie jak w bajce. Elastycznie zajmują się dziećmi, jedno i drugie idzie sobie na rękę. W zasadzie to bardziej on, bo ona ma nową miłość, on został sam, ma więcej czasu. Do tego on wolny zawód, więc elastyczne godziny pracy. Nawet jak dzieci u niej, to on wozi na zajęcia, odbiera z imprez (bo dzieci już naście lat). Wspólne spotkania, które są „dla dzieci” przebiegają bez zbędnych napięć. On pyta jak u niej, ta szczęśliwa rzyga tęczą. Ona pyta co u niego, że chciałaby żeby był szczęśliwy. No i tak w idylli i spokoju czekają sobie na rozprawę. Mija miesiąc za miesiącem. W końcu dochodzi do rozprawy rozwodowej. On myśli, ostatnie pół godziny i z głowy. No może mu trochę szkoda, bo prawie 20 lat razem. Każde gdzieś tam nawaliło. W tym przypadku bardziej ona niż on, ale każdy skutek ma swoją przyczynę. On zarabiał na rodzinę, żeby niczego nie brakowało i zapomniał, że ma żonę, która chce się nadal czuć kobietą. Pomimo dzieci i ciąży, jedna po drugiej. No ale nic, nie udało się. Ona się zakochała, na miłości nie ma rady. Rozwód i rozprawa. Dzieci, póki co, przechodzą temat łagodnie, bo przecież rodzice w końcu przestali się kłócić. No i rozprawa rozwodowa. I nagle jeb!!!! Pani dostaje spazmów na sali. Że nadal kocha, ale nie jest w stanie dłużej tak żyć. Że to jego wina. I ciach, ryza dowodów na niego, które zbierała, udając przyjaciółkę. Wygrzebała absolutnie wszystko. On opowiadał i rozmawiał jak z „przyjaciółką” a ta wszystko kodowała, notowała i zbierała jako dowody przeciwko niemu. Nawet wszystkie ustępstwa dotyczące opieki nad dziećmi były przeciwko niemu, bo on nie notował swoich. Nie przewidział, że matka jego dzieci, żona od kilkunastu lat, kobieta, która udawała przyjaciółkę, robi wszystko z premedytacją. Oczywiście wszystkie te miesiące Pani uczęszczała do psychologa na terapię, leczyła depresję. Tak cieżko przeżyła to, że mąż kazał się jej wyprowadzić z ICH mieszkania. No i rozwodu nie było na pierwszej rozprawie. Będzie orzekanie o winie. Rozwód pewnie potrwa kilka lat. A Pani wychodząc z sądu już udawała, że go nie zna. Nagle z małżeństwa, i prowizorycznej kumpelskiej relacji nie ma nic. Tzn jest większe gówno niż było. I teraz wielkie żale i pretensje. Co on ma zrobić? Dlaczego ona tak zrobiła? Jak można tak traktować drugiego człowieka? Ło Panie!!! Serio? No ręce opadają. Jeśli ona całe małżeństwo była roszczeniową księżniczka i tylko hajs się liczył i szczerze mówiąc, miała jego i dzieci w dupie (bo znam sytuacje od kilkunastu lat), to nagle miałoby się to zmienić? Że co? Że niby zrozumiała? Dorosła? Dojrzała do tego? No! To właśnie tak wyciągnęła wnioski. 

Jeśli ktokolwiek myśli, że w trakcie rozwodu lub po podjęciu decyzji o rozwodzie będzie się „przyjaźnić” ze swoim/ swoją przyszłym/ przyszłą byłym mężem/ żoną. To nic bardziej mylnego. Jeśli się rozstajecie, bo ktoś miał Was i Wasze uczucia i emocje w dupie to nigdy nagle nie obudzi się empatia i współczucie. W niektórych przypadkach trzeba wręcz zakodować, że od teraz, były/ była to wróg.

To jest akurat hardcorowy przypadek, ale czy znacie małżeństwa, które się rozwiodły w zgodzie i cały czas mają poprawne relacje? Ja jedno. Na kilkadziesiąt. Tak na prawdę, dopiero po rozstaniu poznajemy prawdziwą, ciemną stronę naszych byłych partnerów. Ja wiem, że cieżko się pogodzić z tym, że przeżywając wiele lat wspólnie, czasem nawet całą młodość, trzeba się nagle odciąć. Przyzwyczajenia są najgorsze. Kto z Was po rozstaniu nie probował z automatu zadzwonić/ napisać do ex, niech pierwszy rzuci kamieniem. To są absolutnie naturalne mechanizmy. Ale koniec to koniec i czas zacząć wprowadzać nowe standardy do naszego życia. Nie ma co karmić się złudzeniami. Zobaczycie, że finalnie o wiele lepszego życia, bo w spokoju, bez gry i udawania.

Close Menu