#PRZYPADEK 24

REANIMACJA TRUPA 
Ha! Któż tego nie próbował nigdy? No właśnie… każdy kiedyś próbował reanimować jakiegoś trupa. Tylko, że nie dość, że smród coraz większy to i trup się rozpada. I my tez się rozpadamy. Rozjebuje nas to na maxa, ale walczymy do końca. A na koniec jest totalny brak mocy i pogorzelisko. Pomimo oczywistych oczywistości i wszystkich przesłanek, że nic już z tego nie będzie, to nadal walczymy, reanimujemy, staramy się przywrócić go do życia. Zazwyczaj z opłakanym skutkiem. Reanimacja trupa może odbywać się na dwa sposoby. 

Pierwszy

Powolny rozkład zwłok

Jesteśmy już w tym miejscu, że nasz związek jest niczym innym, jak kulą nogi i w głębi duszy marzymy o jej porzuceniu. Wiemy już, że nic z tego nie będzie. Nie podejmujemy decyzji o rozstaniu/ rozwodzie tylko próbujemy ratować. Znacie powiedzenie „im głębiej w las, tym ciemniej”. No właśnie, ono idealnie oddaje stan takiej reanimacji trupa- w tym przypadku naszego związku/ relacji/ małżeństwa. Wszystko na siłę, zero chęci, zero motywacji, narastająca frustracja. Z drugiej strony (od drugiej osoby) nie widzimy żadnej euforii na nasze jakiekolwiek, marne działania, jaka powinna nastąpić. Lub jaka była. Zazwyczaj jest wkurw i próba robienia sobie na złość. Niby obydwoje odpuścili ale jednak ciagle liczymy na to, że coś minie, coś się zmieni, dajemy sobie szanse. Szanse na co? A no chyba na zmarnowany czas, zszarpane nerwy i to, że zatracamy siebie samych w tym wszystkim. Tracimy poczucie co tak na prawdę daje nam szczęście. Jeśli nie ma obopólnej chęci i woli ratowania relacji, nie wejdzie w to terapia i jednakowe zaangażowanie obu stron, to nie ma sensu. Każde umiera wewnętrznie po mału. Najgorszy jednak jest stan, kiedy wchodzimy w wegetację. Wyłączamy emocje i zamrażamy wszystkie uczucia. Wegetujemy jak roślina: praca, dom, dzieci, spać, praca, dom, dzieci…I tak w kółko. Najcześciej dochodzi alkohol na stłumienie emocji. Mijają tygodnie, miesiące, lata, a w nas umiera całkowita wiara w to, że jeszcze cokolwiek pozytywnego może nas spotkać. Zaczynaja się pojawiać pytania: jak długo jeszcze? Po co? Wytrzymałam/ em tyle to dociągnę jeszcze kilka lat. 

Drugi 

ExHumacja

Rozstanie. Koniec. Mija jakiś czas a my cały czas rozmyślamy. Myślimy, że to może był błąd, że może jeszcze ma to szanse. Zaczynamy (albo w ogóle nie przestajemy) oglądać zdjęć, śledzić Facebooka czy Instagrama. Wspominamy, a co najgorsze, często zaczynamy sobie planowanie. Ale to wszystko dzieje się w naszej głowie, nie mając zielonego pojęcia co jest w drugiej głowie. Ja najbardziej uwielbiam pretekst spotkania się po czasie „Słuchaj, zostawiłam u ciebie swoją ulubiona bluzę, mogłabym ja odebrać?”. To taki klasyczny przykład grzebania w gównie. Już dawno wszystko zamknięte, każde poszło w swoją stronę i nagle nam się przypomina i chcielibyśmy spróbować po raz kolejny. I co? Idziemy na spotkanie i jest klasyczny ZONK. O ile w ogóle dojdzie do spotkania. Bluzę, książkę czy jakakolwiek inna pierdołe można odesłać poczta albo w ogóle olać. Uwierzcie mi- jesteście w stanie bez niej żyć! Jeśli na prawdę myślicie o powrocie, to zanim się sami nakręcacie i ułożycie nową świetlana przyszłość, zadajcie normalne pytanie co słychać u drugiej osoby i czy ona tez o tym myśli. Trudne? Ano pewnie. Ale jakie ma znaczenie to kiedy dostaniecie gonga? Im wcześniej tym mniej boli. Jeśli druga osoba ma to samo, też myśli i tęskni, to skróci to Wasze cierpienie. Serio. Powroty wymagają mega dojrzałości, rozmów otwartości i ciężkiej pracy. Ale przede wszystkim chęci obu stron.  

To nie jest tak, że wszystkie rozstania są ostateczne, związki nie do uratowania. Czasem podejmujemy decyzje pod wpływem emocji. Bywa też tak, że czas goi rany. Więc jeśli coś tam w środku jeszcze się tli i na prawdę tego chcecie, to po co czekać? Po co żyć w totalnej nieświadomości i niewiedzy? Szkoda życia i czasu.Jeśli wegetujecie w związku ale nadal widzicie szanse, zróbcie sobie ze swoim partnerem/ partnerką rachunek sumienia. Czy obydwoje na pewno idziecie w tym samym kierunku? Czy na pewno chcecie tego samego? To nie jest łatwe, ale co jest? Na pewno życie w pewności i świadomości jest dużo lżejsze, niż wieczne oczekiwanie na cud. Lepiej przejść żałobę i iść dalej.

Close Menu