#PRZYPADEK 25

ZERO WAIT
Czekacie? To przestańcie. Każde oczekiwanie to strata czasu. Przepaść, w którą spadamy coraz bardziej. Czekam to można na wypłatę, przelew, jedzenie zamówione do domu albo na coś co wiemy dokładnie GDZIE, JAK, KIEDY. Wtedy czekanie ma sens. Inaczej to absolutna bzdura. Ja znam milion historii, gdzie oczekiwanie zakończyło się niczym. Ale ilość argumentów, jakie jesteśmy w stanie sobie wymyślić aby kogoś wytłumaczyć jest absolutnie nieskończona. Aaaaa i jeszcze 99% jest totalnie absurdalna. Jak spojrzymy na to z perspektywy czasu to mamy taki „walk of shame”, że najlepiej żeby nam się w ogóle nie przypominało. Wszyscy jesteśmy w pewnych obszarach totalnymi idiotami. Czasem dajemy urobić się jak trzy letnie dzieci. A teraz kilka story, które pokazuje jakimi jesteśmy idiotami jak się na coś nakręcimy, albo jak błędnie odczytujemy sygnały, albo jak dajemy sobą manipulować.

Story 1

Małżeństwo, są razem x lat, dwoje dzieci, wspólne mieszanie. Od kilku lat syf taki, że masakra. Rozmawiają o tym, że czas się rozstać, ale żadne nie podejmuje decyzji, bo ona CZEKA aż on stanie na nogi i się w końcu wyprowadzi. Oczywiście on obiecuje, robi z siebie ofiarę a ona czeka. I czeka, i czeka. Pan mieszka, nadal ma żonę, uprane, wysprzątane, dzieci ogarnięte. A ona się nad nim lituje, bo on biedny, bo nieszczęśliwy, bo musi stanu na nogi. Daje mu czas, wsparcie, wszystko. Choć sama zaczyna świrować. Do tego presja z zewnątrz. Wszyscy dookoła łapią się za głowę „co za idiotka” ale ona go pięknie tłumaczy. On wyprowadzał się i stawał na nogi ponad rok. W tym czasie ona go wspierała a on spotykał się już z innymi dupami na boku. I wcale nie stawał na nogi. Było mu wygodnie. Wyprowadził się dopiero do innej kobiety robiąc jej piekło przy rozwodzie. Na sam koniec miła pani dostała z gołej dupy w twarz, bo usłyszała „o nic Cię przecież nie prosiłem”. Amen.

Story 2

Dwoje dorosłych ludzi. Ona poznaje go przez wspólnych znajomych. Ona piękna, on przystojny. No normalnie polscy Beghamowie. Godziny rozmów, piękne smsy, związek nabiera tempa. Ich randki wyglądają jak zwiastun komedii romantycznej. Romantyczne wyjazdy na weekend, wspólne podróże. Wszyscy dookoła wzdychają i skręca ich z zazdrości. Boshe jaka miłość. Gdzie jest haczyk? Ano jest. Gimnastyka zaczęła się po 2 miesiącach, kiedy nagle ona mówi: nie było jeszcze sexu. I tu otwiera się bramka z Zonkiem. No ale dobra… Nie wszystko od razu. Jego argumenty były przekonujące i podkręcały jeszcze bardziej wszechobecny romantyzm, od którego już wszyscy rzygali tęczą i srali brokatem. Bo to musi być wyjątkowe, bo nie chce po alkoholu (więc sączył winko na każdym spotkaniu). Ona zaczęła stwarzać sytuacje, które by go podkręcały. Świeczki, kolacje, chodzenie pod nago po domu, masażyki, głaskanie po pleckach… i qrfa NIC. Czaicie to? Wszystko trwało prawie pod roku i ZERO SEXU!!!!! Ale wszystko poza tym na najwyższym poziomie. I nagle ją olśniło. Po pod roku czekania na sex z „idealnym” mężczyzną, w którym już zdążyła się zakochać do szaleństwa, kuleczki w głowie się zderzyły. On jest gejem. Zapytała, potwierdził. Poziom jej zażenowania i upokorzenia sięgnął zenitu. Jak ona sobie przypominała sceny, jak się gimnastykowała przed nim z prawie gołą dupą. Dopiero po ponad roku potrafiła zacząć o tym mówić. No to sobie poczekała, nie? Po tym wszystkim miała taka traumę, że jak poznawała faceta, szła z nim do lóżka od razu. Nie wiem jak Wy, ale ja jak to usłyszałam, to zbierałam zęby z podłogi.

Story 3

Moje ulubione i absolutna klasyka. Wkręcenie się w relacje z osobą, która jest w związku. Oczywiście, za każdym razem the same story: okropna żona suka, mąż tyran, brak sexu, brak ognie… w zasadzie to już za chwilę się rozstają. No więc odpala się w nas totalny altruizm, wkręcamy się, zakochujemy. Relacja nabiera tępa, ale…nic się tam nie zmienia. Nikt się od nikogo nie wyprowadza, nikt nie składa pozwu. Mało tego. Są jakieś święta, ferie, wakacje, i oni jadą ze współmałżonkiem. Dla dzieci. Większej bzdury nie słyszałam. Przysięgam. A ta/ ten biedni czekają. No i czekają. Nawet jak pojawi się jakaś deklaracja terminu, to jest ciągle przesuwana. I co wtedy powinni zrobić? Spieprzać najdalej jak się da! No ok, można dać szanse, poczekać sobie pod roku jak widzimy, że jest jakiś progres. Ale jak nie ma żadnych przesłanek na to, że sprawa idzie do przodu, to na co czekają? Ja Wam powiem. Na to, żeby usłyszeć „Jednak nie jestem gotowy/gotowa się rozwieźć” albo „Nie wiem czy chce nowego związku”. QFRA serio? Ale, że to tak na prawdę? No i na co czekają? To ja Wam powiem. Na złamane serce i zostanie w czarnej dupie. Ona oczywiście nie odeszła od męża, pomimo zwodzenia „miłości” przez ponad dwa lata. A Pan czekał, czekał i się nie doczekał. A mógł to wszystko je***ć po pół roku. Miał by 1,5 roku zaoszczędzone.

To tylko kropla w morzu wszystkich historii. Chcecie czekać? To czekajcie. Ale pamiętajcie, że macie pełne prawo do tego, żeby wiedzieć ile i na co. Konkretnie. I trzymać się tego wszystkiego kurczowo jak qrfa rozkładu autobusów. Nie ma odraczania. Odraczanie to zwlekanie, granie na czas. Nie ma pierdzielenia, że ktoś czegoś „nie wie”. Każdy doskonale wie. Tylko nie chce, żebyście wy wiedzieli. Proste. 

Close Menu