#PRZYPADEK 30

MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY
Ojjjj, to się będzie działo… Większość utknęła w domu. Sama, z dziećmi, z partnerami, ze współlokatorami. Jedni podchodzą do tematu racjonalnie stosując jakiś tam środki ostrożności, inni wpadają w panikę i barykadują się w domach. Są też tacy, co mają pandemię w dupie (powinni ich od razu wysłać na wycieczkę do Włoch). Jakby nie było jest to czas próby dla wszystkich relacji. Ludzie nie są przyzwyczajeni do spędzania ze sobą czasu non stop. Praca zdalna (o ile ktoś jest w stanie ją wykonywać), dom pełen biegających dzieciaków albo zbuntowanych nastolatków. Na początku jest euforia - ale fajnie, pobędziemy ze sobą, z rodzina, dzieci pełnia szczęścia - bo nie ma szkoły. Ale to tylko początki. Potem z nudów zacznają się „świąteczne porządki” i nadrabianie zaległości domowych… ale ile można? No właśnie. Ile wytrzymamy? 

Podchodzimy do życia dość zadaniowo. W tygodniu praca, wieczorem ogarnianie domowych obowiązków na bieżąco, weekend czas wspólnie spędzanego czasu, odpoczynek, ale nadal w tle nadrabianie zaległości z poprzedniego tygodnia, wspólne zakupy, planowanie przyszłego tygodnia. Zawsze można wyjść do kina, na imprezę, domówkę, pojechać kogoś odwiedzić. A tu nagle zonk. Wszystko zamknięte, nie ma atrakcji. Nie ma odskoczni, ucieczki. Jesteśmy my, my i my w swojej przestrzeni, która z dnia na dzień zaczyna się kurczyć. Sytuacja nie jest na tyle krytyczna, żeby włączał się instynkt przetrwania.

Takie spędzanie czasu ze sobą non stop powoduje, że w tym zaganianym świecie, zaczynamy się poznawać. Tak na prawdę poznawać. Nie tylko małżeństwa, pary, ale tez i single, którzy spędzają czas sami ze sobą. Po kilku dniach zaczyna nas na maxa wkurwiać to, na co wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Za głośno pije herbatę, znowu pije wino, kolejny drink, dżizas jak on głośno mlaszcze, czemu oglądasz te głupie seriale, nie zniosę kolejnego meczu lub filmu s-f. Jak jeszcze do tego zaczynają się histerie dzieci, które umierają z nudów, problem zaczyna eskalować. To czas prawdziwej próby dla każdej relacji, dla każdego z nas. Zarówno jako partnera jak i rodzica. 

To domowe więzienie jest oczywiście dla naszego zdrowia, fizycznego na pewno, ale czy psychicznego? No ja mam wątpliwości. Bardzo fajnie jest poleżeć w dresach na kanapie, poprzytulać się z winkiem i obejrzeć ciurkiem 16 sezonów Grey’s Anatomy. Ale czy wytrwamy chociaż do 10? Obstawiam, że większość niestety nie. Bo za długo, bo on komentuje, bo ona ciągle wstaje siku… Skończą się pomysły, zacznie się nuda. Nie monotonia a nuda. A co robimy jak nam się nudzi? Szukamy sobie problemów. Jesteśmy mistrzami w wyciąganiu brudów, które czasem nie są już do wyprania. Zaczyna się klasyczne jojczenie bab a faceci uciekają od rozmów. Zaczynają się wypominki: znowu nie zrobiłeś/ zrobiłaś tego, a pamiętasz jak wtedy powiedziałeś/powiedziałaś to.. itd. Klasyczny przegląd twardego dysku.

Rodzice nadrobią zaległości w relacjach z dziećmi. Super. Ale ilu nastolatków wybiera czas z rodzicami a nie znajomymi? Uziemieni w domu przeżywają prawdziwe katusze. Ile można grać, ile można siedzieć na video rozmowach z przyjaciółmi? A nie daj Boże zakochanych nastolatków, gdzie jedno poddane prawdziwej kwarantannie. Umierają z tęsknoty oboje, a rodzice świrują od ich burzy hormonalnej. 

Nigdy jeszcze nie byliśmy zmuszeni do spędzenia tak długiego czasu ze sobą nawzajem. Wszyscy musimy uzbroić się w cierpliwość, wyrozumiałość, tolerancję, akceptację etc. Mam nadzieje, że nie dojdzie do masowych mordów. Nikt nie pododaje dzieci do okna życia i że zaraz po kwarantannie nie wpłynie tysiące pozwów rozwodowych. Musimy to jakoś przetrwać. Na razie jest spokój, wszystko z lekką ironią, ale może być źle… Dlatego kochani nie świrujcie i pamiętajcie, że to tylko okres przejściowy. Ile potrwa? Nikt tego nie wie. I chyba właśnie ta niepewność powoduje w nas największy stres.

#keepcalmandstaythefuckhome

Close Menu