#PRZYPADEK 31

SKRZYDŁA FANTAZJI
Historia zaczęła się dość niepozornie. Zwykła znajomość pt: „zapchaj dziurę”. Żadne powalenie z nóg, żadne love story, zwykłe nudy i odwiedziny na słynnej aplikacji randkowej. Zaczęło się dość niepozornie, czytaj: w końcu ktoś nie proponuje sexu w 3 wiadomości. Rozmowa się kleiła, wiele wspólnych tematów, wydawałoby się- „normalny”. Fajny flow, podobne zainteresowania, było o czym pisać. Pierwsze spotkanie nastąpiło dość szybko. Kolacja w modnym lokalu, ale Pan okazał się juz nie tak wylewny live, jak w pisaniu. Mega stres, zamknięcie… czy to na pewno ta sama osoba? Ale czas mijał, wino wchodziło gładko. Poszło.

Kolejne wiadomości zaczęły się od razu po spotkaniu. Rozmowa znowu się kleiła, online bardziej niż na żywo. Ale ok. Pierwsze spotkanie, stres, niepewność, milion czynników mogło na to wpłynąć. Pani sobie myśli: nie skreślaj chłopaka, ma potencjał. Ale też Pani nie nastawiona na cokolwiek. Żadna desperatka. W końcu miło pójść na kolacje z mężczyzną. Z tyłu głowy cały czas miała: ale że online taki rozpisany a na żywo lekko drętwo? Gdyby nie jej otwartość i bezpośredniość spotkanie byłoby kompletną klapą. No bo ile można ciągnąć za język, żeby ktoś się odezwał? Ale Pani myśli: dobra olać, w końcu to miał być plaster dla zabicia wolnego czasu. Nie minęło dużo czasu, zaledwie kilka dni, a Pan zaproponował, że ugotuje kolacje dla Pani u siebie. No więc Pani myśli „why not?”. Dzień kolacji, pełna ekscytacja bo znajomość nabiera tępa. Jakby nie było fajna odskocznia od wiecznych spotkań z przyjaciółkami. Spotkanie przebiegło w sposób dość oczekiwany dla Pani, czyli było miło. Natomiast dialogi pozostawiały wiele do życzenia. Powtórzyła się sytuacja z pierwszego spotkania, czyli pani była zabawiaczem i wodzirejem. 

Kiedy u Pani napięcie związane z tą znajomością stygło, u Pana się wzmagało. Zaczęły się pikantniejsze wiadomości, bardziej otwarte i odważne dialogi i propozycje. Pani spanikowana zachodziła w głowę co tu zrobić z facetem, który wydaje się w porządku, ale jest za bardzo zaajlowiony. Kiedy pojawiły się pierwsze serduszka i amorki w wiadomościach, Pani spanikowała. 

Teraz zaczyna się najlepsze. W sytuacji braku odpowiedzi na rzyganie tęczą i sranie brokatem Pana, nagle Pani dostaje wiadomość: 

nie jestem gotowy na związek

nie chce żebyś cierpiała

nie chce żebyś miała nadzieje związane ze mną

to nie jest twoja wina, nie czuj się winna

ja kocham pewną kobietę i jestem zablokowany na inne.

Pani sobie myśli: what the fuck? Przecież z jej strony nie było absolutnie żadnych przesłanek. Normalnie rzucił ją nim ona zaczęła być jego dziewczyną. Istna komedia.

Mija miesiąc od tej konwersacji – w totalnej ciszy. Nagle Pan się odzywa, wysyłając jakiegoś głupiego mema. Następnie wysyła wiadomość „co u Ciebie?”. Pani odpisuje jak gdyby nic, że wszystko ok. Rozmowa online dalej się klei jak zawsze. Po 3 dniach pisania, Pan zadaje pytanie: po co się odezwałaś? Ale, że kurwa serio?

W między czasie on dalej jest biczujący i przepraszający, że nie chciał skrzywdzić, że widział, że się Pani zaangażowała. Pani prostuje, że nic tych rzeczy. Temat powraca co któryś dzień, ale jak grochem o ścianę. Nie dociera do Pana, że dla Pani to nie było żadne wow. Pan ciagle pisze, że mu przykro, że nie chciał skrzywdzić. Ale kogo? Czym? Jak? No niebywałe!

I tak mija kilka tygodni na pisaniu o niczym i nagle Pani dostaje wiadomość: „Szkoda, że nam nie wyszło”. 

Jakim kurwa „nam”?

Pani pisze szerokie uzasadnienie i tłumaczenie, że Pan za bardzo sobie nawyobrażał. Że nic nie było, że wszystko przeszło do lamusa, czy tam do przeszłości – jak kto woli. Znajomość żadna- jakich wiele. 

Powiedzcie mi jakim cudem Pan, który od kilku miesięcy próbuje wmówić Pani, że coś znaczył w jej życiu, jest tego pewien. Nawet jeśli to był krótki, dwutygodniowy epizod. Najpewniej, gdyby Pan się nie odzywał, Pani zapomniałaby o nim równie szybko, bo nie towarzyszyły temu żadne emocje. 

Pan za wszelką cenę, przy każdej rozmowie o pierdołach, próbował wmówić Pani, że jej na nim zależy, że ona się zaangażowała, że jemu jest przykro że ją skrzywdził. Ale jak? Ale po co? Czy na prawdę faceci są aż tak zakompleksieni, że muszą czuć zaangażowanie kobiet i je „rzucać” zanim zaczną być razem? Na prawdę ego facetów aż tak bardzo się zniża? 

Tak na prawdę w takich sytuacjach wychodzi totalna nadinterpretacja facetów- nie kobiet. Bez względu na to, co jest po drogiej stronie, oni zawsze lubią czuć wyższość. Zakompleksienie Panowie (jak w tej sytuacji) lubią czuć wyższość i przewagę, tylko po to, aby ją mieć. Lubią czuć się tacy fajni z ogonkiem adoratorek. Nic to nie wnosi do życia codziennego. Może jemu jest lepiej na chwile, ale co to zmienia? Co to wnosi? Dla kobiet, które wiedzą, czego chcą i co czują – szkoda prądu.

Ale historii słuchałam z otwartą japą 🙂

Close Menu