#PRZYPADEK 35

KLASYCZNY ROZJAZD
Kiedy jesteśmy piękni i młodzi mamy mnóstwo planów na przyszłość. Kwiat stoi przed nami otworem. Buzują w nas hormony. NIc nie wydaje się niemożliwe. Potem życie różnie weryfikuje nasze plany. Raz lepiej, raz gorzej. Czasem idziemy w zupełnie innym kierunku niż by się mogło wydawać. Często jako młodzi ludzie wchodzimy w związki. Małżeńskie lub konkubinaty (moje ulubione słowo). Rodzą się dzieci, kupujemy/ adoptujemy zwierzęta, kupujemy mieszkania domy samochody. Życie sobie płynie, my sobie żyjemy i jest nawet spoko. Do czasu. Nagle następuje przebudzenie…. Stoimy i zastanawiamy się: czy to na pewno ja i moje życie? Kim jest ten człowiek, który jet moim partnerem/ mężem, żoną? A gdzie jest ten, co był wtedy? I nagle zaczyna nam wszystko przeszkadzać. Nagle zaczyna nas wszystko irytować. I tak z dnia na dzień partner wkurwia nas coraz bardziej. Już sami często nie wiemy skąd awantura, o co, od czego się zaczęło. Najcześciej od niczego. Dlaczego? Bo się ludziki rozjechały.

Tak się rozjechały życiowo, że nie są w stanie się dogadać. Nie patrzą w tym samym kierunku, maja inne potrzeby, inne oczekiwania. Dlaczego? A no dlatego, że nie jesteśmy łabędziami. Doświadczenia i życie nas zmienia. Poznajemy nowe możliwości, wypalamy się, chcemy nowego albo stabilizacji. I tak z największego wariata może się zrobić domowy kapeć zwany potocznie plamą na kanapie. A w najlepszej matce- polce może obudzić się szatan ciekawy świata. Z doświadczeń i obserwacji ja bym to podzieliła na kilka grup. 

PIERWSZY

Chyba najbardziej popularny dookoła mnie. Kiedy ona rodzi i wychowuje dzieci, siedzi w domu bo macierzyński, wychowawczy. W tym czasie naturalnie opiekuje sie poza dziećmi, domem. I nagle dzieci podrastają, zaczynają być samodzielne a ona wraca do życia. Idzie do pracy i w końcu może coś zrobić dla siebie. Chce coraz więcej, chcę podbijać świat i nagle okazuje się, że mąż/ partner nie ogarnia przejęcia obowiązków. Zdecydowanie wygodniej mu było jak ona siedziała w domu. On nadal marzy o spokoju, ogarniętej chacie i dzieciach. Bo wtedy ona ma czas na siebie. Na swoja pracę i swój czas na odpoczynek, bo przecież ON ZARABIA NA RODZINE a ona siedziała w domu. I co żle jej było? A no żle. Bo nie każda kobieta spełnia sie jako kura domowa. I zaczynają się jazdy. Ona idzie do przodu i okazuje się, że nie ma wcale takie super wsparcia w partnerze. On jest rozczarowany, że dzieci, dom i rodzina już nie są tak ważne dla niej. Gówno prawda, to że nie poświęca swojegkżycia na bycie kura domową, nie oznacza, że rodzine ma w dupie. A w sumie rodzina to także on i jego część obowiązków, która nie kończy się na zarabianiu pieniędzy i zabraniu dzieci na lody w weekend. A przecież można się dogadać. Nie ma twoje, moje. W związku powinno być nasze. I obowiązkami i karierą i opieką nad dziećmi można się podzielić. Tak, żeby wszystkim było dobrze. Ale to już sztuka kompromisu. 

DRUGI

Świeży związek rządzi się swoimi prawami. A w zasadzie jednym. Sex, sex, sex no i sex. Dzikie pożądanie, zauroczenie, klapki na oczach. Po jakimś czasie, po kilku latach przychodzi proza dnia codziennego i któreś zaczyna cierpieć na migrenę. Z wiekiem libido zazwyczaj spada, ale są przypadki, gdzie ta potrzeba bardzo odbiega od normy. Kilkanaście lat związku, dzieci, praca, państwo w wieku dojrzałym i nagle on chce 2-3 razy dziennie sexu. Kobiety sobie pomyślą – idealnie! Ale czyżby? Może na krótką metę to fajne i jarające, ze Twój facet o tylu latach tak Cie pragnie. Ale pytanie czy ona tego potrzebuje? Może ma dużo mniejsze potrzeby seksualne niż on? Ona zaczyna odmawiać, on zaczyna się obrażać. No i oczywiście klasyka – jak z nim nie chce to znaczy, że na pewno kogoś ma. Ale ona nie nie chce w ogóle tylko nie chce 2 razy dziennie, codziennie, miesiącami. Sytuacja odwrotna, kiedy to u Pani jest większe libido niż u Pana. Ona kusi, nęci, prowokuje a on zero reakcji. Tak tak, facet cierpiący na migreny. U pań to odrzucenie wygląda trochę inaczej. Nie robią awantur. Od razu doszukują się winy w sobie. Że go nie pociąga, że mało atrakcyjna, że coś jest z nią nie tak. 

Różne potrzeby seksualne w związkach to dość duży problem, jeśli nie jesteśmy tego świadomi. Nie rozmawiamy o tym, bo nadal temat sexu wydaje się tematem tabu. Naturalne wydaje się, że jak ja chce to i druga osoba też. A to wcale tak nie jest. Wg badań sex uprawiamy raz w tyg. 

TRZECI

Przebudzenie. Fajna rodzina, fajna praca, wszystko juz stabilne i spokojne. Często dzieci odchowane, dorosłe. Nagle jedno postanawia całkowicie zmienić swoje życie. Rzuca dobrze płatną prace i karierę i zaczyna malować obrazy. Albo postanawia przejechać Europę na rowerze. No i co? I jest zonk. Pojawia się brak  akceptacji z drugiej strony. Nie ma wsparcia, nie ma kibicowania. Zaczynają się pretensje. Bo mniejsza kasa, bo co on/ona znowu sobie wymyslił_a na starość. A no sobie ktoś wymyślił. I niech ma, niech się spełnia i realizuje w tym co dla niego najlepsze. Niech robi to co mu daje szczęście a nie co powinien. Hajs to nie wszystko. Ważne, żeby taką decyzje przedyskutować z druga osobą. Zaplanować. Ale też nie duśmy pomysłu w zarodku. Znajdźmy złoty środek. Życie jest zbyt krótkie i zbyt piękne żeby marnować je na to, aby zadowolić kogoś. 

Rozjazd w związku to częsta przyczyna rozstań, rozwodów. Ale nie musi do tego dochodzić. Wszystko jest uzależnione od tego jak rozmawiamy ze sobą, ile w nas akceptacji na zmiany, ile w nas zrozumienia dla potrzeb drugiej osoby. Dbajmy o swoje potrzeby ale i o potrzeby partnera. Mówmy wprost o tym co nam nie pasuje. Informujmy o swoich planach i rozmawiajmy z partnerem. Tylko to może nas uratować. 

Ps. Rysunek by Zuzia <3

Close Menu