#PRZYPADEK 36

PAKOWAŃSKO
No i stało się. Stoję w pustym pokoju i spisuje protokół przekazania mieszkania a moje dwie najbliższe przyjaciółki biegają z mopem, szczotką i doczyszczają moje stare mieszkanie. W miedzy czasie wynosimy „resztki”. Resztki, które okazały się taka ilością ikejek, że bez bagażówki by się nie obyło. Dzielnie targamy wszystko, czego nie zdążyła zabrać firma przeprowadzkowa (zdecydowanie nie potrafię określać ani czasu ani gabarytów). Każda torba, każdy kartonik jest okupiony kupą śmiechu i usprawiedliwieniem treningu i wieczornego wina.

Pomysł sprzedania mieszkania pojawił się już kilka lat temu, ale nie miałam odwagi. Bo to dom rodzinny dzieci, bo mieszkam tu prawie od zawsze. Z jednej strony sentymenty a z drugiej chęć pozbycia się pozostałości po małżeństwie. Ciągle myślałam co będzie dalej, oglądałam mieszkania, myślałam, zastanawiałam się i nie podejmowałam żadnej decyzji. I podjęłam ją na lockdownie. Niby wszyscy uziemieni w domach, niby zakaz wychodzenia i przemieszczania się. A ja właśnie wtedy postanowiłam sprzedać mieszkanie. I żadne korony mi w tym nie przeszkodziły. Wszyscy mówili „zwariowałaś”. A ja parłam do przodu. Zrobiłam zdjęcia (dzięki Pula <3), wystawiłam mieszkanie i sprzedałam. Sprzedałam i pojawiła się panika. Co dalej? Odpowiedz była jedna: nie wiem. I to „nie wiem” coraz bardziej mi się podobało. 

Zaczęłam pakować 16 lat swojego życia w kartony, myślałam „będzie ciężko”. Ale nie było. Mieszkanie coraz bardziej pustoszało, szafy świeciły pustkami, dzieci z entuzjazmem pakowały swoje pokoje. Wszystkie trzy wyruszałyśmy w podróż w nieznane. Dosłownie w nieznane. Im bliżej punktu zero tym mniej sentymentu i większa euforia. 

Słyszałam dookoła: samotna matka, dwójka dzieci, firma a ona se sprzedaje mieszkanie. A no se sprzedaje. I nie powiem, że było lekko. Setki dokumentów do załatwienia, o których nie miałam zielonego pojęcia. To generalnie moja najsłabsza strona. Miliony schodów i problemów do pokonania. Uczyłam się każdego dnia. Baba przed 40-tką a czasami zadawała pytania jak nastolatka. Trudno. Musieli odpowiadać i prowadzić za rękę. Nie tylko ludzie w instytucjach. Ale też przyjaciele, rodzina. No i prawnicy, bo sprzedaż była mega skomplikowana. Nawet przez moment nie czułam, że jestem z tym sama. Każdy wiedział coś a jak zbierałam tę wiedzę do kupy i układałam jak puzzle. No i ułożyłam. Momentami strach mnie totalnie paraliżował. Ciągle czekałam na jakieś decyzje. Jak już myślałam, że z górki, to pojawiały się kolejne schody. Jak się okazało, nie ma rzeczy niemożliwych. Nie zliczę nieprzespanych nocy i wylanych łez. Ale nie z żalu. Z bezsilności. 

To jedna z najważniejszych decyzji w moim życiu. Czy żałuje? Nie. Czy było ciężko? Lżej, niż się tego spodziewałam. Teraz wracam na stare śmieci i zero sentymentu. Kiedy ze wsparciem najbliższych mi przyjaciółek pojechałam przekazać swoje mieszkanie, myślałam, że będzie cieżko, że będzie płacz, szloch, łzy, żal i zgrzytanie zębami. Cokolwiek. Nie było nic, poza entuzjazmem na nowe. W nowym mieszkaniu już krzątali się rodzice, pokazując firmie przeprowadzkowej, gdzie ma iść który karton. Finger Menadżerowie to oni są najlepsi 🙂 A ja? A ja w tym czasie jedna przyjaciółkę wysłałam z bagażówką do domu z a z drugą… pojechałam na zakupy. Wina na wieczór nie mogło zabraknąć:) 

Niby nie boje się zmian, niby odważnie podejmuje decyzje. Ale z tą zmianą miałam tak, że tak samo bardzo jej chciałam jak i się bałam. Teraz na prawdę idzie nowe. Teraz serio będzie lepiej. Nowe miejsce, nowa energia. Dom jest tam gdzie MY. Gdyby nie rodzice i przyjaciele, nigdy nie dałabym rady. Mam cudownych rodziców, którzy zawsze wspierają mnie w najbardziej szalonej decyzji. Mam cudowne przyjaciółki, które są naszą drugą rodziną. Naszą, bo tak samo dla moich dzieci i jak i dla mnie. Po raz kolejny stanęły na wysokości zadania i nie zawiodły. Były, działały, wspierały. Dlatego tak bardzo nienawidzę określenia „samotna matka”. Jaka samotna? Owszem, sama wychowuje dwie nastoletnie córki, ale nigdy nie byłam samotna. Otaczają mnie ludzie, którzy o mnie dbają. Mam nadzieję, że ja dbam tak samo o nich. Ale to nigdy nie jest równe i nie da się tego zmierzyć. Najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa jakie mamy. Po prostu wiemy, że możemy na siebie liczyć. Zawsze. Jest we mnie jeszcze wiele emocji. Ale same pozytywne. Nadal otaczają nie kartony. Przyjdzie na nie czas 🙂 Jaram się wynajmowaniem mieszkania po sprzedaży swojego. Dziwne? Może i tak. Ale ja nie wiem co dalej. Czas pokaże. 

Od bardzo dawna uważam, że każda zmiana jest tylko na lepsze. Nawet jeśli na początku tak nie wygląda. Tak będzie i tym razem. Po prostu będzie lepiej i super.

Marta, Kasia. Dziękuję. Kocham <3

Close Menu