# PRZYPADEK 4

KARNAWAŁ CAŁY ROK
Każdy z nas kiedyś udawał, naginał, koloryzował. Zazwyczaj w celu uzyskania korzyści. Udawanie miłej interesantki w urzędach jest już kuźwa absolutną klasyką. Idąc tam, krew nas zalewa, ale jak już stoimy przed okienkiem - oaza spokoju z uśmiechem nr 5. Oczywiście do czasu…

Ale ja nie o tym. Udajemy w pracy, w domu, przed rodzicami, ale najgorsze co możemy sobie zrobić, to udawać w miłości. W relacjach, w związkach. Niby dla wyższych celów, ale tak naprawdę niszczymy tym siebie i wszystkich dookoła. Maska jaką zakładamy zatraca Nas samych. Jak długo można tak funkcjonować? Zawsze wydawało mi się, że niedługo, bo kłamstwo ma krótkie nogi. A jednak okazuje się, że można tak latami… tylko po co? No ok, czasem wymaga tego dana sytuacja, liczymy na to, że kryzys minie i znowu będzie jak dawniej. Na pewno? Przecież to jakaś pieprzona wegetacja. Życie przelatuje przez palce, lecą tygodnie, miesiące, lata, a my nadal w masce. A gdzie w tym wszystkim My sami? Gdzie nasze szczęście? Dlaczego ludzie nie troszczą się o samych siebie? Nie jesteśmy w stanie dać komuś szczęścia, sprawić, by dobrze czuł się w naszym towarzystwie jeśli sami nie jesteśmy szczęśliwi. I nikt poza nami samymi tego szczęścia nam nie da. I sorry, ale jak słyszę pierdolenie, że np. dla dzieci, to krew mnie zalewa. Ok, małe dzieci (do 3 lat) może jeszcze nie kumają, ale starsze już tak. A im starsze, tym więcej widzą, czują. Dzieci odbierają emocje rodziców intuicyjnie. Pomijając fakt, że „hodujemy” dzieci (tak, hodujemy, bo wychowaniem tego nazwać nie można), które w dorosłości będą unikać okazywania emocji i będą wypaczone emocjonalnie, bo wszystkie frustracje wyładowujemy na nich. Nie uwierzę nigdy w to, że ktoś, kto żyje w jakimś patologicznym związku/ dysfunkcyjnej relacji, gdzie cały czas chodzi w masce, nie jest sfrustrowany. No w końcu ta maska zaczyna uwierać w ryj, gumki wbijają się prawie w mózg, ale przecież musimy dalej „udawać”, bo tak łatwiej, trzeba? Sorry, do mnie to nie przemawia. Ja tego nie kupuję. Nie da się tak normalnie funkcjonować, nie da się być sobą.

A czy nie o to w związku chodzi? żeby być sobą, żeby nie udawać? Przecież jeśli się z kimś wiążemy, tworzymy rodzinę, to właśnie to jest najfajniejsze. Że możemy pokazać nie tylko naszą siłę, ale też i słabości. Że możemy być PRAWDZIWI. Skutkiem ubocznym życia w masce jest to, że tracimy wiele. Przede wszystkim tracimy samych siebie. Ciężko jest wyjść z takiego stanu wegetacji, bo po jakimś czasie zatracamy poczucie realnego życia. Co jest prawdziwe, a co udawane, jak powinno być. Tracimy czas i ludzi, którzy pojawiają się w naszym życiu. Jeśli ktoś żyje w takim kłamstwie, jakie mamy gwarancje, że takim samym udawaczem nie jest w stosunku do nas? Może to po prostu inna maska? Więc każdy zdrowo myślący będzie spierdzielał jak najdalej, bo to nie wróży nic dobrego. Może i fajna taka zabawa i karnawał cały rok, ale dla kogo?

Żeby nie było, nie kwestionuję wchodzenia w role i gry społeczne, bo tego nie unikniemy.

Close Menu