# PRZYPADEK 5

ZAGINIONY
Od lat powtarzam wszystkim dookoła i samej sobie też… Cisze wytłumaczyć może tylko śpiączka i śmierć. Nigdy nie uwierzę w to, że ktoś nie ma czasu na telefon pięciu minut dziennie albo na wysłanie wiadomości. Nie ma qrfa takiej możliwości!!!

Ile razy każda z Nas słyszała historie, że Pani poznała Pana. Lofki, kisski, forewerki, on pisze, dzwoni, spotyka się, lata jak pies z wywieszonym jęzorem za kiełbasą. Kwiatki, randeczki, prezenciki, sex. Idylla. Chwilo trwaj! Oczywiście po kilku tygodniach padają propozycje, plany, deklaracje i jak już Pani zaczyna oddychać spokojnie, ze poznała takiego fajnego faceta…. JEB!

Teraz wersji znikania/ zanikania jest kilka. Przynajmniej ja o kilku słyszałam, ale jestem w stanie uwierzyć, że kreatywność samców w tym obszarze jest powalająca.

Wersja 1: Ostatnie spotkanie boskie, żegnacie się z uśmiechem i nagle osoba znika z czasoprzestrzeni całkowicie. Pewnie go porwali. Hahahaha. Sorry Ta wersja nie wymaga już żadnego komentarza. Nie pytajcie mnie dlaczego się tak dzieje. Ja nie mam pojęcia. A wszystkim zaginionym bije brawo i składam pokłony. Odwaga w zakończeniu relacji godna podziwu.

Wersja 2: Pan przestaje się się odzywać po ostatnim spotkaniu. Po jakimś czasie, uzależnionej od częstego kontaktu płci pięknej, kończy się cierpliwość. Próbuje nawiązać kontakt. Telefon, wiadomość- bez znaczenia bo bez odzewu. Hmm, ale czy na pewno bez odzewu? Bo wiadomość została odczytana (najgorsze co nam mogła zrobić technologia). No ale dobra, może odpisze wieczorem, może odpisze jutro bo zasypia. Oczywiście Pan odpisuje ale po kilku dniach, że zajęty, że chory, ze zawalony robotą. Jeśli którakolwiek z Was w to wierzy, to ja Wam mówię: NIE!!!! Bullshit!!! Nie bądźcie towarem na półce, po który Pan sięga tylko wtedy jak ma ochotę.

Wersja 3: Pan po ostatnim spotkaniu milczy kilka dni i nagle pisze: wiesz co, to chyba nie to, nie jestem gotowy na stały związek, nie chce nic na stałe… Serio dowiedział się o tym dopiero po kilku tygodniach/ miesiącach spotykaniach? Dziewczyny od takich to w ogóle jak najdalej, bo on sam nie wie czego chce i czy w ogóle coś chce. A jeśli się Wam wydaje, że w jakikolwiek sposób jesteście w stanie wpłynąć na jego planowanie przyszłości lub zachęcić do „chcenia” bycia w związku z Wami, to jesteście w błędzie. W tym przypadku przynajmniej wiecie, że osobnika nie porwali kosmici. Takim należy współczuć.

Czy wyobrażacie sobie, że Wam na kimś zależy, odczytujesz wiadomość i jesteś w stanie wytrzymać kilka minut, żeby nie odpisać? NO FUCKING WAY. Tak tak, jak wiem, że my kobiety jesteśmy chodzącymi emocjami a faceci są opanowani. Widzieliście kiedykolwiek kogoś opanowanego w pierwszym stadium zauroczenia? Bo ja nie. Sprawa jest prosta jak budowa cepa. Nie jesteście na tyle ważne w życiu tej osoby, aby utrzymywać z Wami stały kontakt, żebyście były w jego życiu na co dzień. Było inaczej? To przejściowe? Gówno prawda. Na wiadomość można odpisać nawet siedząc na kiblu. Ok, żeby nie było że jestem taka straszna i krytyczna. Rozumiem, że każdy człowiek ma równe okresy w życiu. Gorsze i lepsze momenty. Ale czy to nie jest tak, że jak się dwoje ludzi do siebie zbliża to ufa i np. potrafi powiedzieć: mam słaby okres, mam słaby dzień, odezwę się jutro. Generalizując prawda jest bardzo prosta i okrutna. Albo coś jest albo czegoś nie ma. Przestańmy sobie wyobrażać i nad interpretować. Jeśli nie czujecie się dla kogoś ważne, to po prostu nie jesteście. Jeśli ktoś znika i przestaje się odzywać nie tłumacząc tego w żaden sposób, to znaczy, że relacja idzie w zupełnie odwrotnym kierunku niż powinna. Przestańmy się oszukiwać. Facet nie może być fatamorganą: albo jest albo go nie ma.

Grafika by Beetle design

Close Menu