# PRZYPADEK 6

BFF
Cudownie jest otaczać się bliskimi osobami, na które zawsze można liczyć. Przyjaźnie, które się zawiązują w Naszym życiu i trwają latami to druga rodzina, którą same sobie wybieramy.

Na pierwszą wpływu nie mamy. I nie chodzi tu o znajomości, bardzo bliskie koleżanki, z którymi spędzamy czas prawie codziennie: praca, szkoła itd. Prawdziwa przyjaźń nie wymaga widywania się codziennie, ani kontaktów 6 razy dziennie. Ale jak już coś się dzieje ONE zawsze są. Nie ważne ile czasu upłynie, co się w miedzy czasie wydarzy. Są pomimo wszystko. Życie nam weryfikuje przyjaciół. Niektórzy się pojawiają i zostają, a niektórzy pojawiają się okresowo, ale zawsze coś wnoszą do naszego życia. Ja mam np pełny wachlarz. Niby tylko 3, ale tak różne, tak inne. Każda z nich wnosi do mojego życia coś innego, każda daje spojrzenie na świat z innej perspektywy. Jakiś czas temu wydarzyła się sytuacja, która rozbawiła mnie do łez. I nadal bawi.

Sytuacja dotyczy faceta. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo nie o tej relacji jest wpis. No zagotował mnie strasznie, powodując jednocześnie totalną dezorientacje. Ponieważ wszystkie trzy go znają, postanowiłam podzielić się z nimi i „zasięgnąć opinii”. W końcu im łatwiej, bo nie wchodzą w grę emocje (poza miłością do mnie hehehe). I w ten sposób, dzwoniąc do każdej z nich po kolei usłyszałam takie cudo .

Ona 1: Stan: konkubina (kocham to słowo, chociaż ona go nienawidzi), matka dzieciom, od których bardziej woli swoje zwierzęta hehe. Z Nią zazwyczaj zachodzą reakcje wybuchowe i tak było i w tym przypadku: „No ja prdle, serio? weź go pogoń, to jakaś patologia, nie może tak być, nikt normalny się tak nie zachowuje, daj sobie spokój, po chooy się meczysz, jak długo będziesz to znosić”…i jazda… Przy okazji i mi się oberwało po uszach. Zaskoczona jej wybuchem agresji na daną sytuacje, biorę głęboki oddech i dzwonię do kolejnej…

Ona 2: mężatka, matka, specjalistka od analizowanie i rozgrzebywania wszystkiego na czynniki pierwsze, zawsze znajdująca wytłumaczenie dla wszystkiego, nawet jak moja kreatywność zawodzi. Opowiadam sytuacje, co zajmuje max pięć sekund, bo w zasadzie to trzy zdania i… „No wiesz, ja nie chce go tłumaczyć, ale ja go rozumiem, bo spójrz, może to a może tamto, nie bądź oceniająca, daj szanse, nie wiesz co do końca miał na myśli, może powinnaś porozmawiać na spokojnie i się dopytać”. Jadąc jeszcze na wqrfie podjudzonym po pierwszym telefonie myślę sobie: no ja prdle. (palm face). No ale dobra, przemyślę, przeanalizuje, zastanowię, nie będę reagować od razu, może ma racje… Zadzwonię do trzeciej…

Ona 3: singielka, dorosłe dzieci na wydaniu, nikt nie ma tak opanowanych emocji jak ona (totalne przeciwieństwo mnie). Zrezygnowana i zagubiona dzwonie i opowiadam i nagle oczy wyskakują mi z orbit: „Bosheeeee on jest cudowny, kochany, Boshe jak ja go uwielbiam, zrozum, że to wszystko z troski, ja tez bym tak zrobiła, wspaniale się zachował, uwielbiam go”… yyyyy…no ja w tym momencie mam mniej niż ona ale…WTF.

No i co? I dalej nic No powiem Wam, że do dziś z łezką w oku wspominam tę sytuację. Ile ludzi tyle reakcji, tyle spojrzeń na dana sytuacje. I tak zawsze najważniejsze jest to aby słuchać się swojej intuicji. W końcu same podejmujemy decyzję bo same ponosimy jej konsekwencje. Ale bez względu na to, jaka ona by nie była BFF zawsze jest/ są. Czasem chwalą, czasem są ze mnie dumne a czasem nieźle dostaje od nich po uszach. I wszystko bardzo cenię.

Dziękuje że jesteście
Kocham Was GIRLS

Grafika by Beetle design

Close Menu