#PRZYPADEK 9

EX (TATUŚ)
Temat rak rozległy, że można byłoby napisać cała sagę. Czasem mam wrażenie, że nawet po najłagodniejszym i najspokojniejszym rozstaniu, im się odkleja w głowie jakaś klepka. No niby znasz człowieka x lat a tu nagle oczy z orbit wypadają, co człowiek odpierdziela. Oczywiście jest odsetek fajnych ojców, którzy są odpowiedzialni. Ale nie o nich tu mowa. Ile to awantur i wojen trzeba stoczyć, czasem wytaczając działa armatnie, żeby coś dotarło.

Oczywiście w większości przypadków – na próżno. Nie wiem skąd się to bierze, ale czasem ręce opadają.
Wychowujesz dzieci sama (nienawidzę określenia samotna matka, bo przecież żadna z nas samotna nie jest: mamy dzieci, rodzinę, przyjaciół, nowych partnerów, nawet jeśli nie formalnych).

Ile byśmy się nie starały włożyć energii w to żeby kontakty ojca z dziećmi były poprawna, wiele sytuacji odpuszczając, machając na nie ręką dla świętego spokoju, wszystko odbija nam się czkawką. Weekendowi tatusiowie nie rozumieją tego, że to my wychowujemy dzieci i są jakieś zasady panujące w domu przez 26 dni w miesiącu. Nagle zostają ojcami roku i przez cztery dni w miesiącu próbują wychowywać dzieci, wpajając im, o zgrozo, nowe zasady. Czasami zupełnie odwrotne niż nasze. Przy małych dzieciach, jeszcze jakoś to ujdzie ale przy nastolatkach powstaje totalna wychowawcza kakofonia. Nie jesteś w stanie w żaden sposób mu wytłumaczyć, że na codzień a zasady są zupełnie inne. I nagle się zaczyna. Oczywiście to twoja wina, że dzieci się tak zachowują, że go nie słuchają, że się buntują bo ty je wychowałaś. Jakby im ktoś qrfa bronił. Jak dzieci są małe, to oczywiście tatuś jest bożyszczem (a my marzymy o laleczce voo doo). Ale tatuś jest towarem deficytowym, dzieci tęsknią i idealizują, bo nie ma go na codzień. Weekend też ma to do siebie, że tatuś jest od atrakcji (kino, lody, basen, pizza, trampoliny etc). Nie wymaga od dzieci, nie wychowuje, nie maja obowiązków. Ale starsze już zaczynają dostrzegać różnice. Zaczynają się buntować i niestety w większości przypadków, nie ma silnej więzi emocjonalnej. Wielkie brawa dla Panów, którzy potrafili ją zbudować, nie odstawiając swoich dzieci na boczny tor. Dla 16-17 latków weekend z ojcem to konieczność, bo zamiast spędzać czas ze znajomymi, muszą spędzać go ze „starym”. No prawie jak kara. Ale taki tatuś jest wręcz oburzony, że jak to w ogóle możliwe? Sam zapomniał chyba jak miał naście lat. Zapewne wtedy chętnie chodzi do kina z matką a nie z dziewczyną. Pomijam tu fakt, że to też jest nasza wina. Hehe. I tak jak przy maluchach przełykamy wielką gulę, gryzłyśmy ściany słuchając ciagle, jaki to tatuś jest wspaniały i cudowny, to z wiekiem dzieci zaczynają grać do naszej bramki. No ale, żeby nie było tak kolorowo, zaczynają się pretensje…exa do nas. No weź bądź mądra i zmuś 17 letnią, prawie kobietę, do tego, aby pojechała na weekend do ojca. No nie ma opcji. A jak się uda, dostajesz smsy: „Zabierz mnie stad” „ratunku” „on ma coś z głową” „to gorsze niż szkoła” (a to już jest argument konkret, przecież w tym wieku nie ma nic gorszego niż szkoła). Najtrudniejsze są jednak przypadki, gdzie w grę w chodzi przemoc: nie tyle fizyczna co psychiczna, materialna. Gdzie dorosły człowiek, karami, zakazami próbuje złamać nastolatkę. Bo przecież ON JEST OJCEM i należy mu się bezwzględny szacunek i respektowanie wszystkiego co powie. Wtedy, moi mili Panowie, uzyskacie efekt dokładnie odwrotny do oczekiwanego. Po pierwsze dziecko będzie się buntować i coraz bardziej będzie miało Was „w dupie” a z czasem, jak dorośnie, może zadzwoni raz w roku z życzeniami na święta. A matki Waszych dzieci, przestają z Wami kompletnie współpracować, bo z idiotą rozmowy nie ma.

Sytuacja jest o wiele ciekawsza jak Pan Tatuś ma nową rodzine/ żonę/ partnerkę, której dzieci nie akceptują a ona ich. Wtedy uratować Was mogą tylko wino albo leki uspokajające.

Panowie, ale żeby Was pocieszyć na koniec, nie tylko Wy odwalacie. Temat matek „grających” dziećmi też będzie.

Grafika by Beetle design

Close Menu